Jak zostać dobrym animatorem? Wywiad z Alicją, masterką animacji

Animator czasu wolnego wymagania

>>Pierwsza część wpisu<<

[Alicja] Cześć jestem Alicja i byłam dwa razy animatorką w Grecji. Chciałabym Wam opowiedzieć o tym, dlaczego warto być animatorem.

[Jadę na wymianę] Dobra Alicja, głupie pytanie… Czym właściwie zajmuje się animator?

Animator tak naprawdę dba o całą atmosferę w hotelu. Głównie są to, na przykład, jakieś konkursy, zabawy, zajęcia sportowe. Chodzi głownie o atmosferę zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Także jest naprawdę szerokie pole do popisu (śmiech). Chodzi o to, żeby każdy gość hotelowy czuł się jak najlepiej.

Powiedz mi, jak to się stało, że zdecydowałaś się wyjechać właśnie w taki sposób?

To jest dość zabawna historia. Zaraz po liceum uznałam, że z chęcią zrobię coś szalonego. Coś ciekawego. Uznałam, czemu by nie wyjechać na dłużej – nigdy nie byłam na takim wyjeździe. Głównie wyjeżdżałam na dwa tygodnie, to było zawsze coś zorganizowanego. Chciałam zobaczyć jak to jest mieszkać nie tylko w zupełnie innym mieście, ale nawet kraju. No i moja koleżanka postanowiła również wyjechać. Ja jeszcze nie wiedziałam, że wyjadę, a ona już postanowiła to wcześniej. Przechodziła taki kurs na animatora, cały czas mi o nim opowiadała. Ja jeszcze w tamtym okresie totalnie nie myślałam o byciu animatorką, było to dla mnie bardzo odległe. No i w momencie jak ona zdała ten kurs, a firma ją zatrudniła do pracy, to okazało się, że szukają więcej pracowników do pracy. No i wysyłali maile do każdego już przyjętego pracownika, czy może kogoś nie zna kto byłby zainteresowany i w stanie wyjechać trochę na spontanie (śmiech). Uznałam, że dlaczego nie?!

Ten kurs na animatora – o co w nim chodzi?

Żeby być animatorem, trzeba przejść taki kurs. Głównie firmy, hotele, tez biura podróży organizują zawsze kusy animatorskie (podobnie jest także z rezydenturą, są kursy na rezydenta). Ja akurat nie przechodziłam takiego kursu, miałam przyśpieszoną rekrutację (śmiech). Ale wszystkiego mnie tam nauczyli, więc myślę że byłam profesjonalnym pracownikiem (śmiech).
A powiedz mi, czy to jest tak, że wysyłasz swoje CV i idziesz na kurs dopiero jak Cię przyjmą? Czy musisz mieć ten kurs [wcześniej] żeby gdziekolwiek się dostać?
Generalnie wymagają takiego kursu. Ale można się zapisać na taki kurs, można go przejść, ale później niekoniecznie podjąć pracę. To zależy, naprawdę. Zazwyczaj on kosztuje, ale nie są to bardzo wysokie ceny.

Słyszałam też, że można pracować jako rezydent? Jaka jest różnica między animatorem, a rezydentem?

Tak naprawdę to hmm rezydent i animatorem to jest ktoś zupełnie inny (śmiech). Oboje mogą pracować dla tego samego biura podróży, jednak podczas gdy animatorzy zajmują się atmosferą w hotelu, to rezydenci dbają o gości, o całą administrację. O to, żeby konkretny człowiek dojechał do konkretnego hotelu. To oni witają gości na lotnisku. Przekazują wszystkie najważniejsze informacje. Również, jeśli odpukać, coś się wydarzy na wycieczce, to oni są odpowiedzialni za to, np. pomagają dostać się do szpitala. Różne są sytuacje, w każdym razie administracyjne sprawy to oni załatwiają. Oni również organizują takie spotkania informacyjne dla klientów, którzy mogą się zapisywać na konkretne wycieczki fakultatywne. No i też starsze osoby wyjeżdżają na rezydenturę.

Co sprawiło że zaufałaś tej organizacji, z którą koniec końców wyjechałaś?

U mnie powiem szczerze to był na maksa spontan. Nie, że nie ufałam, ale nie byłam pewna wszystkiego co wyczytałam, czy też usłyszałam wcześniej. Powiem szczerze, że nawet nie miałam czasu, czy ufać czy nie ufać (śmiech). Mój szef do mnie zadzwonił, nie wiedziałam nawet że to on dzwoni. Dzwoni do mnie jakiś numer, odbieram i pyta się mnie „Co tam Alicja, czy skończyłam już sesję”. Nie miałam nawet pojęcia z kim rozmawiam. Dopiero później się przedstawił i zapytał się, czy jestem gotowa i czy jadę za trzy dni. No za trzy dni nie byłam (śmiech), więc spytałam się „kiedy później?”. Powiedział, że może za tydzień. A ja dalej: może jeszcze później? No i okazało się, że później już nie dało rady, bo już zaczynał się sezon. Także w połowie czerwca podjęłam decyzję, że tak wylatuję, że tak będę pracować i mieszkać przez trzy miesiące w Grecji.

Wow, no to rzeczywiście. Chyba nawet nie miałaś czasu się przestraszyć? 😉

Naprawdę! Podpisałam umowę, spakowałam się i wyjechałam!

Jak wspominasz swój pierwszy dzień? Czy to było jeszcze przed przylotem gości? Czy miałaś czas na naukę?
Tak, tak. Znaczy może niekoniecznie miałam czas na naukę, ale pierwszy dzień był taki organizacyjny. Tak naprawdę jak przyjechałam, to poza rezydentką nikt na mnie nie czekał (śmiech). Następnego dnia to ona mi wszystko pokazywała (jeszcze nie zaczęłam). No i dwa dni później już ruszyliśmy ostro 🙂
Ja wyjechałam dwa razy, także mój pierwszy wyjazd był taki spontaniczny, za drugim razem to ja musiałam sama wszystko dograć. Przede wszystkim trzeba szybko zacząć myśleć o tym, żeby taką pracę podjąć. Niekoniecznie trzeba się już decydować, ale dosyć wcześnie trzeba myśleć, bo biura podróży już tak przełom grudnia i stycznia zaczynają myśleć o sezonie.

O, naprawdę?!

Bo tak naprawdę już zaraz będą pierwsze tanie bilety, pierwsze tanie wycieczki i już musi być wszystko dograne. Oni muszą mieć pewność, że zapewnią klientom, to co obiecują, że zapewnią. Także już w styczniu taka rekrutacja się otwiera. Biura podróży głównie ogłaszają się internetowo, że jest rozpoczęta rekrutacja, inni ogłaszają się, że zaczęły się kursy. Także to zależy, jeżeli ktoś ma kurs, to od razu do rekrutacji podchodzi. Można też podejść do rekrutacji, a dopiero później zrobić taki kurs. Czasem właśnie można napisać w rekrutacji, że zaraz się podejmie taki kurs. Najlepiej przejść go wcześniej i dopiero już z papierkiem, na spokojnie, podejść do rekrutacji.

Pamiętam, że mówiłaś, że są takie trzy drogi [rekrutacji]: przez biuro podróży…

Tutaj mamy różne rodzaje zatrudnienia, mamy dużo możliwości. Ja dwa razy wyjechałam przez biuro podróży. Powiem szczerze, że to jest dość bezpieczne według mnie. Ponieważ biuro podróży nam zapewnia i przelot, i zakwaterowanie, również wyżywienie. Myślę, że tutaj w 100%, że możemy czuć się bardziej bezpieczni. Są również firmy animacyjne. Taka największa firma międzynarodowa to Pink Wave, ja nie miałam okazji z nimi stricte pracować, ale poznałam bardzo dużo animatorów, bije od nich taka energia, że naprawdę polecam (śmiech). No i tutaj, w zależności od firmy, nie każdy wszystko zapewnia. Można też na własną rękę próbować – można się skontaktować z hotelem, ale niekoniecznie hotel nam zapewni przelot.

Czy trzeba spełnić jakieś określone wymagania żeby zostać animatorem lub rezydentem?

Na pewno języki. Język angielski na takim poziomie komunikatywnym, to nie musi być nie wiadomo jaki poziom. Ale poziom komunikatywny jest na pewno wymagany. Ja w zasadzie wyjechałam zaraz po maturze, zdawałam maturę rozszerzoną z angielskiego i to wystarczyło. Na pewno trzeba być osobą otwartą. To nie zawsze wyjdzie przy rekrutacji, bardziej może przy rozmowie już. Jeżeli chce się być animatorem sportowym, to na pewno sportowo i zdrowotnie trzeba spełniać wymagania.

Aha, to można sobie wybrać czy chce się być animatorem sportowym czy np. pracować z dziećmi?

Tak, tak. W zależności od hotelu jest podział, np. na animatorów dziecięcych i animatorów sportowych. Dziecięcych, tzn. że prowadzimy zajęcia w tzw. Kids Clubie, organizujemy dzieciakom czas. Ja właśnie byłam takim animatorem dziecięcym. Powiem szczerze, dawało to mnóstwo frajdy! Każdego dnia staraliśmy się mieć inny „dzień tematyczny”, np. był dzień indiański. Z rana przygotowywaliśmy się, cały poranek żeby być małym Indianinem. Dzieciaki potem przez cały dzień chodziły w takim stroju, co się również tyczy animatorów. Ja też przez cały dzień chodziłam jaki Indianka (śmiech). Szłam tak do restauracji jeść obiad 😉 Następnie wieczorem były inne zajęcia. Był też dzień piracki, szukaliśmy skarbów po całym hotelu. Zależy też jaki hotel, ale jest duże pole do popisu. A taki animator sportowy na przykład prowadzi grę w siatkówkę, waterpolo. Są tez osoby, które prowadzą np. aqua aerobik, zumbę. No i jeżeli jest to duży hotel, który dysponuje taką dużą sceną, gdzie można wystawiać jakieś przedstawienia czy musicale to też wieczorem (głównie animatorzy) zajmują się takim show wieczornym. Zawsze tak na godzinkę przed chodziliśmy po całym hotelu i krzyczeliśmy „show time”! Nie każdy animator się tym zajmuje, czasem hotel wynajmuje specjalne grupy animacyjne do tego, np. z innych hoteli. No i właśnie ja wystawiłam musicale.

Pamiętam za pierwszym razem, to było to naprawdę na wysokim poziomie. Byłam pod wrażeniem i zastanawiałam się, czy dam radę (śmiech). Chodziłam na jakieś tańce wcześniej, jak byłam młodsza, ale nie byłam pewna czy dam radę. Z racji tego, że to był taki spontan nie byłam na to zupełnie przygotowana. Myślałam, że będę się zajmować dzieciakami i tyle. A tu okazuje się, że będę występować w spektaklu! Naprawdę byłam w szoku, że to jest na tak wysokim poziomie. Mieliśmy ogromne zaplecze, mnóstwo kostiumów. Później się dowiedziałam, że osoby które mniej się może w tym czują to albo przy nagłośnieniu będą pracować, przy oświetleniu czy będą też pomagać przy scenografii. Warto też tutaj nadmienić, że codziennie był inny musical. I mieliśmy program dwutygodniowy. Także dosyć sporo tego było. Jak przyjechałam i nie znałam ani jednego kroku, to przyznam że naprawdę byłam zestresowana. A później się okazało, że dostałam nawet główną rolę w jednym (śmiech). Także wszystko jest do zrobienia! No i mieliśmy choreografkę tam na miejscu, która też była właśnie animatorem. Była animatorką sportową, prowadziła zumbę, aqua aerobik i wszystkie takie taneczne rzeczy. W przerwie, kiedy wszyscy goście hotelowi myśleli, że sobie odpoczywamy, to my tutaj ciężko trenujemy!

Rzeczywiście były tu musicale, więc były śpiewy. Ale tutaj to leciało z playbacku (śmiech). Ale słów też musieliśmy się i tak nauczyć. To też nie wszystko wchodzi tak od razu, a codziennie jest inny musical (śmiech). Wszystko było podobne, to było trochę ciężko, ale myślę że „dla chcącego nic trudnego”.

Chciałam się też spytać o te dzieci w hotelach 🙂

Znaczy powiem tak. Ja byłam z biura podróży polskiego, także głównie byłam pracownikiem dla Polaków. No ale wiadomo, że nie powiem dziecku, że z nim nie będę się bawić (śmiech). także musiałam zajmować się całym Kids Clubem. Nie byłam sama, miałam też innych animatorów. Tak naprawdę powiem szczerze, dzieciaki mają swój własny język. No i powiem, że może nie ze łzami w oczach, ale byłam wzruszona, gdy widziałam dzieciaki z różnych krajów, które totalnie nie potrafią się ze sobą dogadać i tak wspaniale się bawiły. To jest naprawdę przeurocze!

Powiem szczerze, nie było żadnych problemów. Też się sama zastanawiałam, jak to będzie. Ale naprawdę bez problemu, także nie ma się czym martwić.

Jeżeli chodzi o takie przygotowywanie zajęć. Czy ktoś opracowuje taki grafik? Czy animator to robi sam?

Cala ekipa, ta dziecięca, zazwyczaj siadamy wspólnie i jest burza mózgów. Zazwyczaj osoby, które są już bardziej doświadczone, mają jakieś pomysły. Zazwyczaj co sezon je powtarzają. Jeśli mamy szczęście trafimy, albo nieszczęście, bo może będziemy mieć lepsze pomysły (śmiech). Ale jeśli trafimy na osobę, która już pracowała w taki sposób, już wie z czym to sie je to ona nam, może nie dyktuje, ale pokazuje co możemy robić. Każdego dnia warto wcześniej przemyśleć co będzie w planie. W zależności od hotelu nie zawsze wygląda to tak sielankowo, że menedżer hotelu o wszystkim myśli. Wiadomo, te pierwsze tygodnie to jest takie wdrażanie się. Ale później te tygodnie będą się powtarzać. Ludzie wyjeżdżają na turnusy, albo jednotygodniowe albo dwutygodniowe – więc warto mieć taki program na dwa tygodnie. Dobrze, żeby klienci wiedzieli co będzie w planie następnego dnia, więc warto jakąś tablicę przygotować, gdzie będą opisane np. zaplanowane show, co będzie dla dzieciaków, co będzie w programie dziennym dla dorosłych czy starszych dzieci.

Tak naprawdę tutaj nasza kreatywność działa. Też w zależności od dzieciaków, jeżeli danego dnia nie będzie ich aż tak dużo i jeżeli żadne z nich nie będzie chciało mieć wielkich zawodów olimpijskich, ale jednak te dzieciaczki będą chciały nam rysować, kolorować czy też pływać w basenie (co najczęściej chcą!), to możemy zmienić ten program pod dzieci. Tutaj wszystko jest takie płynne, powiem szczerze. Warto mieć jednak ten program, bo myślę że dziecko, które już wie, że następnego dnia będzie małym piratem, to już nie może się doczekać!

Wsparcie na pewno mamy od szefa animacji. Bo tutaj warto powiedzieć, że w zależności czy to jest duży hotel, to na pewno jest duży team animacyjny. Czasem w hotelu są animatorzy tylko i wyłącznie z biura podróży. Miałam koleżanki, które pracowały wyłącznie w piątkę, w czwórkę, a nawet się zdarzało w dwójkę. Także tutaj warto się wcześniej dowiedzieć czy to jest duży hotel i ile przewiduje animatorów. No bo w dwójkę powiem szczerze ciężko. Można próbować, ale to już nie będzie taki poziom animacji jaki można by zapewnić. Jeżeli jest to duży team animacyjny, to zawsze jest szef animacji, który już wcześniej pracował przynajmniej jeden sezon. Ja zawsze miałam szefa animacji z zupełnie innej firmy. Za pierwszym razem, jak wyjechałam, współpracowałam z teamem niemieckim (Klub Kalimera), gdzie było piętnastu Niemców i jeden z Niemców był właśnie szefem animacji. To on nam pomagał i to on tak naprawdę ‚dyktował’ co następnego dnia będzie. My mogliśmy wymyślać co chcemy robić, ale musiało być to zaakceptowane przez szefa animacji.

Czy trzeba ponieść jakieś koszty związane z programem?

Ja np. nie płaciłam zupełnie nic. U mnie to było z biura podróży, także to biuro podróży mi opłacało przelot. Ale wiem, że jeśli się inną drogą szuka takiej pracy to może się to wiązać z jakimiś kosztami. Ale są firmy, które już za samą rekrutację biorą opłaty. Też czasem za kurs trzeba płacić. Jest bardzo dużo opcji, można znaleźć takie żeby nie ponosić żadnych kosztów. No ja na pewno polecam pierwszy wyjazd z biurem podróży. Najbardziej jest to pewne no i nie ma kosztów – głównie, bo też w zależności od biura podróży.

A ile można zarobić? 🙂

To jest też pytanie, o którym długo można rozmawiać (śmiech). Istnieje takie przeświadczenie, że animator to zarabia naprawdę miliony! Dobrze się bawi i jeszcze zarabia!

Jest na wakacjach!

Dokładnie! Niekoniecznie to tak wygląda. Z biura podróży, myślę że minimalna stawka to 2000 złotych na miesiąc. Myślę, że na pewno nie będzie mniej. Ale są też biura podróży, które płacą od języka, czyli im więcej języków znasz, tym masz większą stawkę. Jeżeli wyjeżdżasz któryś sezon, to też na pewno masz wyższą stawkę. Wiem też, że osoby które wyjeżdżały z klubów animacyjnych zarabiają więcej. Ale tutaj myślę, że trzeba mieć troszeczkę większe doświadczenie. Więc tak naprawdę to od 2000 do nawet 6000-8000 zł.

Te kluby animacyjne, można do nich jakoś dołączyć?

Znaczy tak, internetowo po prostu poszukać informacji. Tak jak mówię, takie największe, międzynarodowe to Pink Wave.

Na jak długo trzeba wyjechać?

Wyjazdy są minimum, zazwyczaj na trzy miesiące. Można spotkać krótsze, ale raczej firmom to nie jest na rękę, bo sezon zaczyna się w połowie czerwca już, a kończy w połowie września. Także głównie to są trzy miesiące. Jeżeli jest się „headem” czy też szefem animacji to zazwyczaj są to wyjazdy dłuższe. jak zaczyna się sezon, to on jest tą osobą, która wprowadza resztę animatorów.

Jeżeli mi sie skończył termin, na jaki podpisałam umowę, to mogę na pewno zostać i pozwiedzać, ale wrócić już na własną rękę. Bo bilet powrotny dostarcza biuro. Myślę, że można się też dogadać czasem. To zależy wszystko, personalnie już.

W tygodniu masz jeden dzień wolny?

Tak. Zazwyczaj, bo na pewno są też takie wyjazdy, gdzie może się okazać że jest więcej. ja miałam taki jeden „day-off” i powiem szczerze, no przydaje się (śmiech). Czasem się jest tak zmęczonym, że najchętniej to sie po prostu śpi przez ten cały dzień. Ja jestem taką osobą, która nie chce marnować czasu zupełnie i wolę sobie krócej pospać i porobić coś ciekawego. Także zazwyczaj ten day-off jest po prostu planowany, jak tylko się jeden skończy już planujemy następny! Zazwyczaj są to wyjazdy, kiedy można coś zwiedzić, pojechać gdzieś dalej.

Jak przygotowywałaś się do wyjazdu?

No właśnie za drugim razem (śmiech) wyjeżdżałam już mniej spontanicznie, także wiedziałam już jak to wygląda, też było mi po prostu łatwiej. Przede wszystkim ja sobie wyrobiłam taką kartę EKUZ (ubezpieczenia). Potem się okazało, że to ubezpieczanie nie jest mi niezbędne, ponieważ moje biuro podróży mnie ubezpieczało. Nie zawsze jednak tak jest. Trzeba się spakować, jakoś sensownie, bo w końcu to trzy miesiące (śmiech). Na pewno trzeba podpisać umowę wcześniej, to jest też bardzo ważne żeby podpisać taką umowę przed wyjazdem. Dowiedzieć się konkretnie skąd mamy wylot, to też jest ważne bo często to ulega zmianie na ostatnią chwilę (śmiech).

Czy masz możliwość wyboru hotelu do jakiego jedziesz?
Zazwyczaj, nie ma takiej zasady, ale zazwyczaj szef pyta się o preferencję hotelową, nasze TOP3 hotele. Na pewno jak się już jedzie któryś sezon, jest na pewno łatwiej o wybór. Wybór jest bardzo ważny, bo hotel hotelowi nierówny. Jak pierwszy raz leciałam, to totalnie się nad tym nie zastanawiałam, nie miałam żadnego wyboru i nawet nie myślałam co będzie mi tam potrzebne, co warto mieć w hotelu, a czego już niekoniecznie (śmiech).

Także na pewno jeśli jest się takim animatorem głównie sportowym, chce się po prostu prowadzić zajęcia sportowe, to warto się upewnić czy są tam boiska, czy są korty w zależności od tego co chcemy robić, np. pograć w woterpolo, także to jest ważne. Jeżeli nam zależy na wystawianiu takich musicali to dobrze jest sprawdzić czy taki hotel dysponuje dużą sceną, czy jest tam amfiteatr na przykład. Też na pewno wielkość hotelu jest bardzo ważna, im większy hotel tym więcej klientów, tym więcej animatorów jest potrzebnych. Także jeżeli chcemy naprawdę poznać ludzi, może niekoniecznie z całego świata, bo nie ma takiej zasady, ciężko jest zdobyć akurat taką informację, kto jest tam animatorem. Ale jeśli chcemy poznać ludzi z różnych krajów to warto wybrać duży hotel. O takiej naszej grupie animacyjnej dowiemy się już na miejscu. Możemy się też dowiedzieć czy będzie animacja wyłącznie z biura podróży, czy współpracuje ten hotel też z innymi grupami animacyjnymi. Ja na pewno polecam tam gdzie współpracuje z innymi. Jest dużo ciekawiej, jest więcej ludzi, więcej pomysłów, więcej możliwości.

Czy jest coś, przed czym mogłabyś np. ostrzec takie młode osoby, które wyjeżdżają? Może nie tylko młode, ale wszystkie 🙂

No powiem szczerze wiek tutaj też jest różny (śmiech). Od osiemnastki, bo trzeba być pełnoletnim żeby wyjechać po hu hu! Są animatorzy, którzy naprawdę pracują całe życie. Poznałam animatorów, którzy nie wyjeżdżają wyłącznie na takie sezony wakacyjne, ale również na zimowe wyjazdy. Jest ich to praca taka rzeczywiście zawodowa. No ponad 30 lat miały osoby, z którymi pracowałam czasem.

A przed czym mogłabym ostrzec. To przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że hotel hotelowi nie jest równy. Dobrze jest wybrać hotel, tak jak mówiłam. Tutaj też lokalizacja jest bardzo ważna. Dobrze jest znaleźć taki hotel żeby po prostu było blisko do takich miejsc, które chcemy pozwiedzać, nie oszukujmy się (śmiech). A niestety są hotele, które są bardzo oddalone. Też od lotniska jest czasem bardzo daleko. Ludzie potrafią, goście hotelowi w sensie, potrafią jechać 3-4 godziny autokarem z lotniska.
Też szef animacji to nie jest to samo co Twój szef animacji w firmie (*wyjazd z biura podróży). Czasem jest, jeżeli wybraliśmy możliwość zatrudnienia przez firmę animacyjną. Ale z tak jak ja wyjeżdżałam, no to tak nie było. Także miałam dwóch szefów. Z jednej strony musiałam wykonywać polecenia jakie dawał mi tutaj szef z Polski. Z drugiej strony musiałam się zgadzać ze wszystkim co mówił mój szef animacji, co nie zawsze się z sobą godziło. Powiem szczerze mieliśmy ogromne problemy, bo np. Polacy chcieli żeby wszystko było w języku polskim. Rozumiem, że jestem animatorem dla Polaków, także starałam się wszystko tłumaczyć, z drugiej strony mój szef animacji mówił że on jest dla Niemców. Tutaj była trochę walka powiem szczerze, ale wszystko udało się dograć i w końcu było w każdym języku (śmiech). No ale nie zawsze jest tak łatwo, dlatego trzeba się liczyć z tym, że trzeba będzie sprostać i wymaganiom szefa animacji i wymaganiom naszego szefa, który nam płaci (śmiech).

Hmm ostrzec. Przede wszystkim też trzeba się przygotować na ciężką pracę. Ja np. byłam animatorem dziecięcym. Pracowałam powiedzmy od 10-11 do powiedzmy 13, to był poranny Kids Club. Później była przerwa na lunch. Po lunchu miałam już próby do musicalu, także fajnie było po jedzeniu od razu tańczyć na pełnych obrotach (śmiech). Goście hotelowi myśleli, że w tym momencie mamy przerwę, po prostu, a my dalej pracowaliśmy. Następnie był popołudniowy Kids Club, także dalej z dzieciakami. Później była przerwa taka, powiedzmy z dwie godzinki żeby wrócić do naszego miejsca zamieszkania. Też warto podkreślić, że to nie jest takie pewne, że będziemy mieszkać w hotelu. Ja np. nie mieszkałam ani razu w hotelu. Miałam własne mieszkanko, na szczęście niedaleko. Ale byli tacy animatorzy, którzy musieli dojeżdżać do hotelu. na szczęście szef animacji załatwił rowery, więc o tyle fajnie.

Później, a właściwie w tym momencie, kiedy mamy tę przerwę to wracamy do pokoju. No to jest szybki prysznic i szybkie przebranie się. I tak naprawdę tego czasu już nie ma, już się idzie do hotelu na kolację. Powiem szczerze, że czasem były tak napięte te grafiki, że czasem rezygnowaliśmy z tej kolacji. Później, zaraz po kolacji jest takie Mini Disco dla dzieciaków, to jest taka godzina mniej 20-20:30 w zależności od hotelu. To jest taka dyskoteka dla dzieci, takie wygłupy, tańce. Ale dzieciaki to kochają! No i zaraz po tym Mini Disco (ale nie każdy też prowadzi to MD, także to też zazwyczaj są roszady), ale później już mamy show, także już trzeba się przygotować do takiego spektaklu. Jeżeli akurat prowadziło się Mini Disco i było się w jakimś szalonym kostiumie, to trzeba było się przebrać szybko na inny kostium. Często to też się łączyło z naprawdę dużą charakteryzacją. Mieliśmy np. takie występy pirackie, gdzie jeden mój znajomy grał osobę czarnoskórą, a wcale taką nie był! Także musiał się właściwie cały wymalować na brązowo :). I przed show chodzimy i wzywamy ludzi, to znaczy zapraszamy ich tak naprawdę, tutaj wolna wola (śmiech). Ale klienci zawsze chętnie przychodzą na takie show, bo to jest naprawdę dobra zabawa. No i później oczywiście występ, więc stres, mobilizacja! No i tańczymy! też niekoniecznie są to tańce, różnie to wygląda! No ale to też dzień się nie kończy. Klienci w hotelu wymagają żeby cały czas coś się działo. Także później zazwyczaj jest jakaś dyskoteka. Jest tak godzina 21:30-22:30 w zależności od tego jak długie było show i o której się zaczęło. Zamykamy wszystko sprzątamy. I godzina 23 zaczyna się impreza! Którą tak naprawdę my też prowadzimy (śmiech)! Także to my też na parkiet ludzi zapraszamy. Często też po prostu bierzemy ludzi za rękę, tańczymy z nimi. To też trzeba personalnie podejść do klienta. Trzeba mieć takie umiejętności w sobie, żeby zobaczyć czy to jest osoba, która woli posiedzieć, czy to jest osoba która jest dość nieśmiała i sama nie wyjdzie na ten parkiet, ale z chęcią by się pobawiła (śmiech). Żeby ta impreza nie była nudna, po prostu, tak. Zawsze też jakiś animator jest DJ-em. Także my po prostu rozkręcamy imprezę (śmiech). I dopiero później…

Jeszcze później?! 🙂

Taak (śmiech)! Jest już północ i kończymy tak naprawdę pracę. Jeśli mamy siły, to mamy sami teamem animacyjnym własną imprezę. Także trzeba się liczyć z tym, że to jest ciężka praca. Oczywiście mówię, że nie wygląda to tak każdego dnia, tak jak opisałam (śmiech). Przy tym wszystkim to my tak naprawdę dbamy o atmosferę, trzeba się zawsze uśmiechać i być takim dzieckiem szczęścia trochę (śmiech). Ale powiem szczerze, że przy takiej atmosferze ta praca szybko leci i jest przyjemnością. Ja, chociaż byłam bardzo zmęczona, to jednak miałam z tego ogromna satysfakcję i bardzo mi się podobało. Klienci hotelowi też byli zachwyceni. Często też nawet nie zaznajomiłam się tak bardzo z teamem animacyjnym, co często z Klientami. Jeżeli młodzi ludzie przyjeżdżali z rodzicami, albo sami po prostu wykupywali sobie wycieczkę, to często się zgadywałyśmy i nawet po te dyskotece, po tych wszystkich zabawach sobie siedziałyśmy i gadałyśmy. Naprawdę można poznać wielu fascynujących ludzi i ta praca daje mnóstwo satysfakcji.

Pytałaś przed czym należy, mogę ostrzec – także ta lista się nie skończyła (śmiech). Jest dużo plusów, ale są też minusy, wiadomo. Praca animatora z biura podróży często wiąże się z pomaganiem rezydentom. Czyli na przykład, w momencie jeżeli, gdzie nie ma aż tylu rezydentów, ale jest sporo animatorów, to często my jesteśmy odpowiedzialni żeby zebrać wszystkich ludzi i z nimi pojechać na lotnisko. No i pamiętać, że mamy tylko ten jeden day-off, więc nie do końca tak jest, że mamy wakacje (płatne!) 🙂

Jeżeli chodzi o studentów, to wiem, że trzeba jakoś szybko się ogarnąć, żeby moc wyjechać!

No niestety! To też zależy kiedy się dogadamy, że wyjeżdżamy, ale zazwyczaj są to wyjazdy w połowie czerwca. Tutaj też trzeba pamiętać, że a nuż, jeżeli czegoś nam nie uda się zdać, bo nie mamy czasu czekać na te wyniki, a mamy podpisaną umowę i zaraz musimy wyjeżdżać! Też trzeba pamiętać, kiedy wracamy, zazwyczaj jest to połowa września, czyli kończy się nasza sesja poprawkowa. Takie podanie [o przeniesienie sesji] musi zawierać zarówno przyśpieszenie letniej sesji i przedłużenie poprawkowej.

Dobra, ja rozumiem, że wyjazd do pracy jako animator to nie jest taka typowa, powiedzmy, wymiana zagraniczna. Ale mimo wszystko ja widzę jakieś rzeczy wspólne, typu nauka języka, obcowanie z ludźmi różnych kultur… Co ty o tym myślisz?

Myślę, że jak najbardziej! No nie jest to stricte wymiana, ale jednak przybywa się w środowisku bardzo, bardzo multikulturowym, że tak powiem. Głównie mamy bliski kontakt z naszym teamem animacyjnym, więc jeżeli jesteśmy w dużej grupie, to codziennie obcujemy z ludźmi, może się okazać, że z całego świata. Także każdy ma swoje jakieś przyzwyczajenia, wiadomo, różnimy się od siebie, więc na pewno takie wyjazdy uczą, żeby być otwartym. Też goście hotelowi są z całego świata, uczy to też języka, uczy otwartości, uczy takiego podejścia personalnego do człowieka. No taka szkoła życia troszeczkę!

Dobra Alicja, ja już nie mam więcej pytań! Chyba, że coś ci jeszcze przyszło do głowy?

No myślę, że to już chyba wszystko było poruszone [śmiech]

Ja Ci bardzo dziękuję, że tutaj przyszłaś do mnie i opowiedziałaś mi te ciekawe rzeczy. Jaką Ty masz energię!

Chyba właśnie ta praca mi dała [śmiech]

Jesteś idealną animatorką, zobacz jaki mam dobry humor! [śmiech]

Myślę, że rozwiałam wszelkie wątpliwości – naprawdę serdecznie polecam 🙂

Fajne? Przybij podróżniczą piątkę: