Kiluan Bay | Sumatra | Delfiny w swoim naturalnym środowisku

Kiluan Bay

Po nurkowaniu przy Pahawang Island (klik!) pakujemy się do Jeepów i ruszamy na Kiluan Bay. Zaczyna się druga część wycieczki firmowej! Nie oczekuję zbyt wiele od tej trasy, zwłaszcza po porannej jeździe na drodze bez asfaltu. Jednak czegoś takiego się nie spodziewałam: cztery godziny w aucie, dziury wielkości pomarańczy, ciężkie podjazdy pod górę na przemian z dramatycznym zjazdem w dół. Ostatni odcinek po totalnych bezdrożach. Cywilizację zostawiliśmy dawno za sobą. Jest super! 

Kiluan Bay
Totalne bezdroża

Trochę się boimy, bo czasem z prawej strony przepaść, z lewej strony przepaść, a przed nami pionowy podjazd. Dziewczyny piszczą, faceci kurczowo trzymają się uchwytów i dziewczyn. Wysiadamy z auta z nieskrywaną ulgą.

Ośrodek położony jest w cudownym miejscu, tuż przy brzegu. Nie ma tutaj plaży jako takiej, ale można wygodnie usiąść i napawać się widokiem na zatokę.

Dostajemy dwa pokoje w jednym domku – jeden dla kobiet, drugi dla mężczyzn. W naszym pokoju na podłodze leżą cztery jednoosobowe materace. Hmm, coś tu nie gra. W myślach liczę dziewczyny … 5, 6, 7 okay – rozglądam się za wygodnym kawałkiem podłogi i zajmuję go plecakiem. Idę pochillować na brzeg!

Jem oreo (kosztują tu tylko 1,9 zł!) i co jakiś czas paranoicznie lustruję gołe stopy – podobno grasują tu malaryczne komary. Gawędzę sobie z R., która też przyjechała na wymianę i pracuje w hotelu w Dżakarcie. Obgadujemy sobie naszą organizację, która znowu czegoś nie dopilnowała.

Oho, przeprowadzamy się. Moja szefowa załatwiła nam zmianę pokoju, bo w końcu ta klitka to nie to, co zamawialiśmy. I trafiamy w naprawdę fajne miejsce. Boże, tutaj można wyjść na mini taras i zanurzyć nogi w zatoce!

Kiluan Bay Delfiny
… i pijesz sok ze świeżego kokosa.

Siedzę na ławeczce i piję kawkę. Oprócz nas w ośrodku przebywa jeszcze jedna rodzina z na oko 12-letnim dzieckiem. Poznaliśmy się w ten sposób, że chłopak zaczął nam robić zdjęcia z zaskoczenia / po kryjomu stojąc jakieś 3 metry ode mnie i R. Już miałam zwrócić mu uwagę, gdy pojawiła się jego mama i chwyciła go za ubranie. O – myślę – szykuje się ochrzan. Mama chwyta go za ubranie i uwaga, praktycznie wrzuca i wciska go między nas dwie! Wyciąga aparat i strzela fotkę! Jezu! Przez cały wieczór czeka nas jeszcze kilkanaście takich ataków znienacka :<

Główna różnica w wyjeździe firmowym między Polakami a Indonezyjczykami to sposób pakowania. W Polsce najwięcej miejsca zajmują wódka lub piwo. Tutaj w plecakach króluje jedzenie. W Polsce rozmawiamy o tym, kto co pije, tutaj kto jaką potrawą może się podzielić. Za pół godziny mamy grilla, więc wszyscy robią sobie na szybko zupkę chińską – taka mała przekąska.

Integracja w firmie tylko na tropikalnej wyspie!

Podoba mi się tutaj z nimi bardzo. Jemy tak dobre jedzenie, że nie mogę przestać jeść. Świeżo upieczona ryba, sałatki, ryż i te wszystkie pyszności! W porównaniu do Dżakarty, na Sumatrze do jedzenia pakują mniej oleju, co mnie bardzo cieszy. Razem obok siebie siedzą szef, nauczyciele, kierowniczka. Nie ma tutaj żadnego dystansu, autorytet buduje się w inny sposób. Jednkowo śmiejemy się z szefa, jak i z każdej innej osoby. A śmianie się z ludzi należy tutaj do głównych rozrywek 🙂 Żałuję, że znam po indonezyjsku tylko kilka słów. O czym rozmawiają? O polityce? Ostatniej randce? Kto spieprzył ostatni projekt? 😛 Podoba mi się jeszcze jedna rzecz – brak alkoholu. Serio. Dobra, tęsknie za zimnym piwem w sobotę do pizzy, jednak pobyt tutaj uświadomił mi jak patologiczna jest ta nasza kultura picia.

W pokoju czeka na nas więcej materacy i dużo czystsza łazienka. Oddaję swoją poduszkę komuś innemu i przygotowuję sobie ‘legowisko’. Nie ma żadnych prześcieradeł, nie chcę nawet myślec, ile osób leżało na moim miejscu. Za każdym razem jestem tak samo zaskoczona, że nikt tutaj nie potrzebuje koca czy czegokolwiek innego do przykrycia. Razem z R. przykrywamy się więc naszymi szalami. Fakt, jest ciepło, ale po prostu nie potrafię zasnąć bez czucia jakiegoś ciężaru na sobie (ciężaru materiału oczywiście).

Ostatnie plotki i śmiechy i idziemy spać. Smutny fakt o mnie – żeby zasnąć potrzebuję ABSOLUTNEJ ciszy. Mam w uszach stopery, a i tak słysze jak mój ulubiony fotograf gra na giatrze i śpiewa (!). Mam ochotę podejść i zrobić brzydkie rzeczy z tą gitarą, albo chociaż poprosić o przejście spod naszych drzwi gdzieś dalej. Oczywiście tego nie zrobię, bo tutaj nie wypada zwracać komuś bezpośrednio uwagi. Moim kolegom z pracy byłoby wstyd za mnie, gdybym tak zrobiła. Dlatego leżę, cierpię i powoli zasypiam.

Kiluan Bay i delfiny

Pobudka o 5 i płyniemy podglądać delfiny. Przed wycieczką szukałam informacji, czy taki trip jest w ogóle etyczny. Czy czasem nie niszczymy czegoś ważnego, czy nie zabijamy tych pięknych zwierząt? Wiem, że w zoo delfiny mają cieżkie życie i na pewno się tam nie wybiorę. A tutaj, w swoim środowisku? Czy biorę udział w jakieś wątpliwej atrakcji? Nie wiem.

Kiluan Bay Delfiny
To naprawdę piękne i bardzo zwinne zwierzęta.

Lunch jemy na jednej z wysp, która jest bardzo ciekawa, bo zjadana przez mrówki. Mówię serio! W każdym miejscu na tej wyspie są te mrówki. Na plaży, korzeniach, drzewach, liściach, stołach, krzesłach. Wszędzie. Stoisz czy siedzisz, zawsze coś po tobie łazi. 😀 20160918_082659

Kiluan Bay Delfiny
Mrówki mrówkami, ale te widoki!

Kiluan Bay Delfiny

20160918_082534

Czy polecam wyprawę na Kiluan Bay? Wtedy, na świeżo, napisałabym że nie. Że daleko, że ciężko, że nie wiadomo czy zobaczy się delfiny, bo może być brzydka pogoda czy za wysokie fale. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że to było naprawdę świetne przeżycie. Bo właśnie tak daleko i tak ciężko.
Fajne? Przybij podróżniczą piątkę: