Klaudia, chyba Ci się tam nie podoba, co?

Tak moja siostra podsumowała naszą rozmowę o wymianie w Indonezji. Hmm. To nie do końca tak.

Macie czasem tak, że lubicie jakąś osobę, nawet bardzo, ale pisanie z nią przez Internety to jakaś katorga? Dwa zdania i macie wrażenie, że jest na Was o coś wkurzona? Albo kiedyś totalnie inaczej odebraliście wiadomość niż było to celem nadawcy? Naukowcy nazwali to „efektem e-maila”, ale myślę że można go przenieść również na Messengera 😉 Znalazłam też bardziej „blogowy post o tym, dlaczego ta uśmiechnięta buźka od szefa poprawia nam dzień.

TL;DR: poprzez wiadomość tekstową bardzo trudno jest wyrazić emocje, co prowadzi do nieporozumień.

Każdy wyjazd jest inny, każdy wybiera swój program dostosowując go pod siebie. Dla jednych będzie to Erasmus i party-all-the-time, dla innych wyjazd na wolontariat i pomoc potrzebującym. Żadnej z dróg nie oceniam, bo jeśli jest zgodna z naszymi potrzebami, to dla mnie jest to okay.

Miało być inaczej…

Weźmy przykład mojej koleżanki, A. Również przyjechała z Europy, pracuje jako recepcjonistka w dużym hotelu. Otrzymuje pensję, ma bardzo dobre warunki mieszkaniowe, a w planach późniejsze zwiedzanie Indonezji. Ale to nie jest to, czego chciała. Pragnie poznać nowych (międzynarodowych) ludzi, stworzyć paczkę znajomych i móc wychodzić z nimi po pracy do restauracji czy pubu. Tyle że będąc w bardzo egzotycznym miejscu jakim jest dla Europejczyka Indonezja. Wiele osób oczekuje czegoś takiego od wymiany. Jednak w miejscu, w jakim jesteśmy teraz, nie bardzo jest to możliwe… Korki i duże odległości, konserwatywna religia i mało kto zna angielski.

Trzeba świadomie dokonać wyboru! Ile to ja się nasłuchałam: “chciałem czegoś egzotycznego, ale to jedzenie w Chinach, ble”, “Japonia jest fajna, ale tu tak drogo :<”, “nie wiedziałam, że będąc na wolontariacie trzeba pracować tak ciężko jak w pracy lol”. No ludzie.

Czytając portale i blogi podróżnicze można łatwo pomyśleć, że wyjazd do innego kraju to bułka z masłem i w ogóle pełen luz. Tak naprawdę to decyzja, którą powinniśmy dokładnie przemyśleć i wybrać taki program, który do nas pasuje. Inaczej będziemy się niepotrzebnie wkurzać i frustrować.

Pamiętaj, jasno określ cel swojego wyjazdu! W razie  trudności czy problemów z dostosowaniem, łatwiej będzie Ci się z nimi uporać. To naprawdę działa 🙂

Do rzeczy1. Mówiąc wprost2, nie mogłabym w Dżakarcie żyć na co dzień, ale na miejsce wymiany wybrałam ją świadomie.

  • Chciałam czegoś bardzo egzotycznego

Dlatego przy wyborze najbardziej skupiłam się na Azji i Ameryce Południowej. Ale ta decyzja wiąże się z tym, że nie wszędzie spotkam “europejskie standardy”. Robale, brud, szum, śmieci, nikt nie mówi po angielsku. Nie można powiedzieć, że to mi odpowiada, ale tak tu już po prostu jest. Z miejsca, gdzie mieszkają najszczęśliwsi ludzie w Polsce (Gdynia!) trafiłam do Dżakarty, która jest w czołówce najgorszych miast świata. Chciałam czegoś ekstremalnego i dostałam to z nawiązką.

  • Nie miałam zbyt wielu pieniędzy na wyjazd

Dlatego szukałam płatnej pracy, najlepiej opcji z wyżywieniem i noclegiem. To wiąże się z odpowiedzialność i obowiązkami. To nie wakacje! Jeszcze nie! 🙂

  • Zależało mi na doświadczeniu zawodowym

Latka lecą 🙁 Nie można w nieskończoność przedłużać dzieciństwa, więc zdecydowałam się wybrać staż, a nie wolontariat. Staż, który okazał się tak świetny, że żal będzie odchodzić!

  • Chciałam zwiedzać i odpoczywać

W czasie stażu nie jest to możliwe, ale zostaję w Indonezji miesiąc dłużej żeby spełnić to marzenie.

  • Chciałam poznać kulturę miejsca, do którego jadę

Spotykam sporo ludzi, każdego staram się poznać, korzystam ze wszystkich propozycji “wyjścia gdzieś”. Rozmawiam, pytam i słucham. Mieszkam tak, jak większość Indonezyjczyków. Jem ich tradycyjne potrawy i ubieram się zgodnie z zasadami. Słucham, nie oceniam. Nie zawsze jest to łatwe i intuicyjne.

Podsumowując, wszystkie moje plany zostały spełnione, więc tak, podoba mi się na mojej wymianie! 🙂

Myślę, że to nieporozumienie wynika głównie z mojej winy, bo w rozmowie ze znajomymi mogłam skupić się bardziej np. na opisaniu anegdotek z pracy wynikających z różnic kulturowych niż na wysyłaniu zdjęć karaluchów lub nagrań kurczaków. Cóż, przecież te najbardziej ekstremalne rzeczy są tak absorbujące, prawda? 🙂

UWAGA. Autor używając powyższego określenia nie miał na celu manifestowania poglądów politycznych.

Jak wyżej.

Fajne? Przybij podróżniczą piątkę:

Podobne teksty